Marta Smolińska
MDŁOŚCI I EKSTAZA
BEATY EWY BIAŁECKIEJ MALARSKI TRAKTAT O KOBIECIE

Kobieta (prawda) nie pozwala się wziąć. Tym, co naprawdę nie pozwala się wziąć, jest t o, c o k o b i e c e, czego nie należy zbyt pospiesznie przekładać na kobiecość, kobiecość kobiety, seksualność kobiecą i inne esencjalizujące fetysze, będące właśnie tym, co jak można sądzić, bierze się, gdy pozostaje się przy głupocie filozofa dogmatyka, bezpłodnego artysty lub niedoświadczonego uwodziciela.
Jacques Derrida


Irving Stone, autor wydanej w 1961 roku powieści „Udręka i ekstaza” opartej na biografii Michała Anioła, ustanowił tą powieścią pewien topos postrzegania twórczości wielkiego mistrza Renesansu. Gdy zobaczyłam obraz Beaty Ewy Białeckiej zatytułowany „Mdłości”, namalowany w roku 2014, nie mogłam z kolei oprzeć się pokusie transpozycji tego tytułu i stojącego za nim mitu – chociażby w niewielkiej części – na twórczość tej malarki. Białecka jakby w ekstazie maluje bowiem od lat postacie kobiet, które, mimo ich hieratyczności, wydają mi się ekstatyczne, bo tak pewne siebie i dowartościowane. Jako odpowiednik udręki w sfeminizowanym świecie artystki postrzegam natomiast mdłości.

MDŁOŚCI

Płótno „Mdłości” przedstawia klęczącą, pochyloną kobietę w bieliźnie, która wkłada palce lewej dłoni do ust, prowokując wymioty. Prawą z kolei przytrzymuje włosy, które zbiera na karku. Z pleców bohaterki obrazu „wyrastają” cztery taśmy-banderole z napisem „Lacrimosa dies illa”, a więc cytatem z Requiem, mszy żałobnej Wolfganga Amadeusza Mozarta. Na podłodze przed klęczącą, jakby w kałuży wody, znajduje się niewielka biała misa, w której stoi baranek. Kompozycja już na pierwszy rzut oka wydaje się więc wieloznaczna i osadzona w kilku kontekstach: wstępnej fazy ciąży, jakiej zazwyczaj towarzyszą poranne mdłości, ikonografii religijnej i słynnego utworu Mozarta, a także powieści Jean-Paul Sartre'a „La Nausée” z 1938 roku i kultury popularnej, w której gest wkładania palców do ust i sygnalizowanie mdłości wyrażają dezaprobatę – zdaje się, że tak właśnie reagowała tytułowa bohaterka popularnego amerykańskiego serialu Ally McBeal (a może Murphy Brown? Nie jestem najlepsza w serialach, lecz z pewnością można w tym wypadku mówić o pewnej kliszy kulturowej). Ścieżki interpretacyjne, ku którym kieruje mnie struktura obrazu, biegną więc zarazem przez obszar tzw. kultury wysokiej, jak i popularnej, zacierając oczywistość granic między tymi obydwoma sferami, tak pieczołowicie rozgraniczanymi od siebie w dobie modernizmu.

Kobietą na obrazie Białeckiej nie targają jednak mdłości samoczynne, związane z nagłym wzrostem stężenia progesteronu w pierwszych kilku tygodniach ciąży, lecz to ona sama usiłuje zainicjować wymioty. Nieoczekiwanie stajemy się więc obserwatorami, by nie powiedzieć: podglądaczami, intymnego rytuału, celebrowanego „na scenie” obrazu. Jego wystawienie na widok publiczny dodatkowo podkreśla obecność kotary, która nie maskuje i nie zasłania wstydliwej sytuacji, lecz staje się dla niej jedynie tłem. Co znaczące, w tym wypadku to nie biologia włada ciałem kobiety, lecz ona sama stara się skłonić swój organizm do torsji, próbując kontrolować jego fizjologię. Oczywistość skojarzenia z mdłościami, towarzyszącymi ciąży, zostaje więc podana w wątpliwość, a patrzący na obraz tym wnikliwiej zaczynają poszukiwać przyczyny mdłości.

Uwaga kieruje się więc na baranka w misce, który usytuowany jest dokładnie tam, gdzie należałoby oczekiwać odstręczających wymiocin. W ikonografii chrześcijańskiej Baranek Boży, Agnus Dei, symbolizuje Jezusa Chrystusa oraz ofiarę, jaką złożył On na krzyżu dla odkupienia ludzkości. Ogólnie rzecz ujmując, odnosi się do ofiary składanej Bogu z niewinnej, czystej istoty w celu zgładzenia grzechów. Na obrazie Białeckiej został wyeksponowany w białej misie, ustawionej w kałuży wody, a być może łez – lacrimosa to przecież właśnie łza. Kto jednak miałby je wylać? Czy kobietę zemdliło na widok baranka? Jaką rolę jego drobna sylwetka pełni w całości kompozycji? Jaką ofiarę symbolizuje? Kto tę ofiarę poniósł lub ponosi? W tradycyjnym malarstwie religijnym triumfującemu barankowi towarzyszy zazwyczaj sztandar z krzyżem i aureola, w kontekście „Mdłości” został on zaś tych atrybutów pozbawiony. Nie ma także rogów, co czyni z niego w zasadzie bezbronną owieczkę, którą już starożytni Rzymianie składali w ofierze w czasie uroczystości weselnych, by zapewnić nowożeńcom płodność . Po raz kolejny powraca więc skojarzenie z brzemiennością kobiety.

Obraz należy do cyklu „Lacrimosa”, a zacytowany na banderoli fragment Requiem kieruje uwagę na żałobę i opłakiwanie. W wyobraźni można słyszeć patetyczną muzykę i głęboko poruszający chóralny śpiew. Być może więc kobieta straciła dziecko? A może przeciwnie: straciła poczucie wolności, gdy dowiedziała się, że jest w ciąży? Z jej ciała wydobywają się promienie-banderole ze zdaniem „Lacrimosa dies illa”, które w polskiej wersji językowej utworu Mozarta jest tłumaczone jako „dzień ów łzami zlan gorzkimi”.
Następna strona  »